· Monika Ślusarczyk · Ciekawostki  · 5 min czytania

97 psów z Grenlandii: dlaczego to psy — nie konie — zdobyły biegun południowy

W grudniu 1911 roku Amundsen stanął na biegunie południowym. Scott dotarł tam pięć tygodni później i zginął w drodze powrotnej. Kluczowa różnica? Psy zamiast koni. Historia zaskakująco przemyślanej współpracy człowieka z psem.

W grudniu 1911 roku Amundsen stanął na biegunie południowym. Scott dotarł tam pięć tygodni później i zginął w drodze powrotnej. Kluczowa różnica? Psy zamiast koni. Historia zaskakująco przemyślanej współpracy człowieka z psem.

Czternastego grudnia 1911 roku Roald Amundsen stanął na biegunie południowym. Trzydzieści cztery dni później Robert Falcon Scott dotarł w to samo miejsce — tylko po to, by znaleźć norweską flagę powiewającą na mrozie i zawrócić. Scott wraz z czterema towarzyszami zginął na antarktycznym lodzie w drodze powrotnej. Różnica między zwycięstwem a katastrofą leżała w wielu czynnikach, ale jeden z nich — wybór zwierząt pociągowych — był fundamentalny.

Amundsen wziął psy. Scott wziął konie.

Dziewięćdziesiąt siedem psów z Grenlandii

Amundsen nie improwizował. W swoich zapiskach opisuje, że zwrócił się do ekspertów: zorganizował dostawę przez certyfikowanych inspektorów, którzy mieli zapewnić sto najlepszych grenlandzkich psów eskimoskich. Ostatecznie na pokład Frama w Christiansand załadowano dokładnie dziewięćdziesiąt siedem psów — Amundsen zapisał to drobiazgowo (Roald Amundsen, The South Pole, Gutenberg 1912).

To nie był przypadkowy wybór rasy. Grenlandzkie psy eskimoskie były od wieków hodowane przez ludy Arktyki do ciągnięcia sanek w ekstremalnych mrozach. Kiedy wyprawa dotarła na Antarktydę, liczba psów wzrosła już do stu szesnastu — dziesięć suk urodziło szczenięta podczas pięciomiesięcznej podróży morskiej.

Na ostateczny marsz na biegun wyruszyło pięciu mężczyzn i pięćdziesiąt dwa psy, rozmieszczone na czterech sankach — trzynaście psów na każde. Już pierwszego dnia pokonali siedemnaście mil. Psy ciągnęły sanie nawet z dwoma mężczyznami siedzącymi na nich, gdy teren pozwalał.

Pemmikan dla psów — i strategia, która brzmi brutalnie

Amundsen z taką samą skrupulatnością zaplanował żywienie zwierząt, co własne. Dla psów przygotowano specjalny pemmikan — dwa rodzaje: rybny i mięsny. Oba zawierały suszoną rybę lub mięso, smalec, mleko w proszku i kaszę. Porcja dzienna: jeden funt i półtora uncji. Amundsen pisał, że psy „były zawsze w doskonałej kondycji” na tej diecie.

Ale był też drugi element strategii, o którym podręczniki historii mówią rzadziej. Amundsen wprost opisuje plan: najsłabsze psy były zabijane i zjadane przez silniejsze. Przytaczam jego słowa: „Można stopniowo redukować paczek, uśmiercając słabsze i karmiąc wybrańców ich mięsem. W ten sposób otrzymują świeże mięso. Nasze psy żyły psim mięsem i pemmikanem przez całą drogę, i dzięki temu wykonywały świetną robotę.” Mężczyźni też sięgali po „delikatny kawałek filetu z psa”, gdy chcieli świeżego mięsa.

To nie była okrucizna — to była tradycyjna mądrość Inuitów, przekazana europejskim odkrywcom. Każde uśmiercone zwierzę zasilało energię tych, które miały jeszcze do przebycia setki kilometrów.

Psy miały imiona: Neptune, Ulrik, Björn, Peary. Część wypuszczano, gdy nie dawały rady. Na trasie stały depocie oznaczone flagami — Amundsen notuje: „wiele wspomnień wiązało się z tym miejscem — chłód i ubój psów.”

Kuce Scotta tonęły w śniegu

Scott wybrał inaczej. Jego wyprawa polegała na kucach mandżurskich, silnikach motorowych i ostatecznie — ciągnięciu sań przez samych mężczyzn. Kuce zniosły podróż morską bardzo źle. Scott zapisywał ze smutkiem: „biedactwa, wyglądają chudo i biednie” (Robert Falcon Scott, Scott’s Last Expedition, Gutenberg 1913). Jeden z koni upadł w nocy i był „w żałosnym stanie — bardzo chudy, bardzo słaby na tylnych nogach.”

Fizjologia koni okazała się po prostu niedopasowana do antarktycznych warunków. Kopyta grzęzły w miękkim śniegu. Kuce potrzebowały ogromnych ilości przetworzonej paszy — w terenie, gdzie nie ma nic do jedzenia poza lodem i ewentualnie upolowaną foką. Jedna po drugiej kuce były uśpiane na Barierze Rossa, zanim wyprawa weszła na płaskowyż polarny.

Scott dotarł na biegun z ludźmi ciągnącymi sanie własnoręcznie. Amundsen dotarł pięć tygodni wcześniej, a jego psy wykonały większość pracy przez całe trzy miesiące trasy.

Nansen wiedział to wcześniej

Amundsen nie wymyślił tej strategii. Fridtjof Nansen używał psów eskimoskich podczas arktycznej wyprawy Fram w latach 1893–1896. Pisał potem o tym samym bólu: „To była smutna praca — zabijać te wierne zwierzęta, gdy się wyczerpały” (Fridtjof Nansen, Farthest North, Gutenberg 1897). U Nansena też psy były uśmiercane jedna po drugiej, by przeżyły te, które miały siły iść dalej.

Wzorzec był znany polarnikom, którzy uczyli się od rdzennych mieszkańców Arktyki. Grenlandzkie psy eskimoskie to wynik tysięcy lat selekcji i współpracy człowieka z psem w warunkach, w których żaden koń nie przeżyłby tygodnia.

Historia nie jest czarno-biała

Nie chcę tworzyć naiwnej narracji: „Amundsen był mądry, bo wziął psy, Scott głupi, bo wziął konie.” Rzeczywistość była bardziej złożona. Scott też miał psy — ale traktował je pomocniczo, nie jako główny silnik ekspedycji. Amundsen zbudował całą logistykę wokół możliwości psów.

Czym ta historia mnie uderza? Nie tym, że psy są „lepsze” od koni — ale tym, że Amundsen je rozumiał. Rozumiał, co psy mogą, jak je żywić, jak zarządzać ich energią w ekstremalnych warunkach. I właśnie to zrozumienie — nie technologia, nie siła ludzkich mięśni — było różnicą między triumfem a tragedią.

Historia psów polarnych jest znacznie szersza niż jedna wyprawa. Jeśli interesuje Cię, jak psy w ekstremalnych warunkach ratowały ludzkie życia, przeczytaj też historię Balto i Togo — sanek z surowicą, które uratowały Nome w 1925 roku.

Podsumowanie

Dziewięćdziesiąt siedem psów z Grenlandii wyruszyło z Norwegii na antarktyczny lód. Ich instynkt, wytrzymałość i stosunek do pracy w mrozie — ukształtowane przez tysiąclecia wspólnego życia z człowiekiem — okazały się precyzyjnie dostosowane do tego, czego wyprawa potrzebowała. Konie, choć silne i szlachetne zwierzęta, były po prostu stworzeniami innego klimatu, innego przeznaczenia.

Mnie w tej historii uderza to, jak często kluczem do sukcesu człowieka okazuje się nie technologia, lecz właściwe zwierzę na właściwym miejscu — i ktoś, kto mu naprawdę ufa.

  • historia
  • psy-pracujace
  • amundsen
  • grenlandzki-pies
  • biegun-poludniowy
  • psy-w-historii
Share:

🤖 Wykorzystanie sztucznej inteligencji

Grafika: w całości wygenerowana przez sztuczną inteligencję (treść syntetyczna; przedstawione osoby nie są rzeczywiste).
Tekst: przygotowany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

🩺 Niniejszy artykuł ma charakter informacyjno-edukacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem weterynarii. W razie wątpliwości co do stanu zdrowia psa skontaktuj się z lekarzem weterynarii; również w przypadku problemów behawioralnych warto skontaktować się z certyfikowanym behawiorystą.

⚖️ Informacja prawna

Treści na stronie mają charakter informacyjny i nie stanowią porady prawnej. Jeżeli Twoja sprawa wymaga oceny prawnej, rozważ konsultację z profesjonalistą — lista prawników.

Powrót do bloga

Powiązane artykuły

Zobacz wszystkie artykuły »